- Tak? - uniosłam łeb z nadzieją w oczach.
- Ech... nic - odparł ze zrezygnowaniem i odwrócił ode mnie wzrok.
Uśmiechnęłam się mimo woli, ale szczerze byłam zawiedziona że nie powiedział o co mu chodziło. Spojrzałam w dal z lekkim uśmiechem na pysku. Tom spuścił łeb. Spojrzałam na niego z troską i spytałam:
- Tom, co się dzieje?
- Nie ważne - odparł.
Podniosłam mu ostrożnie łeb, swoim pyskiem i przez chwilę patrzyłam mu w oczy. Jednak szybko zabrałam łeb i odwróciłam się wchodząc do swojej jaskini. Usiadłam na skórze i zawołałam, do stojącego na dworze Toma:
- Wejdź!
Pies wszedł niepewnie i usiadł na drugiej skórze. Pomógł mi rozpalić ognisko, a potem z jaskiniowego "magazynku" wyjęłam kawał mięsa. Podzieliłam między nas. Każde z nas w milczeniu zjadło. Później wstałam ze skóry i podeszłam do wyjścia jaskini. Usiadłam w wejściu do jaskini, a Tom podszedł do mnie. Patrzyłam w dal, przez dłuższą chwilę, aż w końcu wstając powiedziałam;
- Wybacz, chcę pobyć sama...
Odeszłam od psa i skierowałam się do Leśnej Rzeki. Usiadłam na środku mostu i zaczęłam wpatrywać się w wodę. Uśmiechnęłam się. Położyłam się na zielonym, puszystym, przyjemnie chłodnym mchu i zasnęłam... Obudziło mnie śpiewanie ptaków. Wtem zauważyłam że między drzewami przemknęło coś białego. Tom.
- Tom! - zawołałam wesoło, wstając i merdając ogonem.
<Tom? Sorry, że krótkie>
- Ech... nic - odparł ze zrezygnowaniem i odwrócił ode mnie wzrok.
Uśmiechnęłam się mimo woli, ale szczerze byłam zawiedziona że nie powiedział o co mu chodziło. Spojrzałam w dal z lekkim uśmiechem na pysku. Tom spuścił łeb. Spojrzałam na niego z troską i spytałam:
- Tom, co się dzieje?
- Nie ważne - odparł.
Podniosłam mu ostrożnie łeb, swoim pyskiem i przez chwilę patrzyłam mu w oczy. Jednak szybko zabrałam łeb i odwróciłam się wchodząc do swojej jaskini. Usiadłam na skórze i zawołałam, do stojącego na dworze Toma:
- Wejdź!
Pies wszedł niepewnie i usiadł na drugiej skórze. Pomógł mi rozpalić ognisko, a potem z jaskiniowego "magazynku" wyjęłam kawał mięsa. Podzieliłam między nas. Każde z nas w milczeniu zjadło. Później wstałam ze skóry i podeszłam do wyjścia jaskini. Usiadłam w wejściu do jaskini, a Tom podszedł do mnie. Patrzyłam w dal, przez dłuższą chwilę, aż w końcu wstając powiedziałam;
- Wybacz, chcę pobyć sama...
Odeszłam od psa i skierowałam się do Leśnej Rzeki. Usiadłam na środku mostu i zaczęłam wpatrywać się w wodę. Uśmiechnęłam się. Położyłam się na zielonym, puszystym, przyjemnie chłodnym mchu i zasnęłam... Obudziło mnie śpiewanie ptaków. Wtem zauważyłam że między drzewami przemknęło coś białego. Tom.
- Tom! - zawołałam wesoło, wstając i merdając ogonem.
<Tom? Sorry, że krótkie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz