Powoli zacząłem dochodzić do siebie po utracie przyjaciela.Było już o wiele lepiej,ale i tak ciągle o nim pamiętałem.Chciałbym żeby był tu, tu ze mną.Spojrzałem dookoła.Byłem jak prawie zawsze w zimowym lesie.Tam, dzięki mojej białej sierści,mogłem się schować gdzie bym chciał.Jak dla mnie było to niezwykle mroźne miejsce,ale chyba wszyscy tak sądzili.Po pewnym czasie spojrzałem w niebo.Robiło się już ciemno,pora aby wracać.Biegłem,nie spieszyłem się nigdzie więc zamiast biegnąc bardzo szybko wolałem trucht.Za drzewem ukazała się postać suczki.
Podszedłem do niej i powiedziałem nieśmiało:
-Cześć.
<Linzy?>
Podszedłem do niej i powiedziałem nieśmiało:
-Cześć.
<Linzy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz