niedziela, 30 listopada 2014

Od Hery C.D. Toma

Dobrze, jak wolisz - powiedziałam, i zapanowało milczenie. Grobowa cisza, była przerywana od czasu do czasu przez cykanie świerszczy. Spojrzałam w niebo, aby zobaczyć na nim jasną, żółto-złotą kulę słoneczną. Przymrużyłam oczy i przysłoniłam je łapą. Potem przeniosłam wzrok na Toma. Siedział zamyślony, patrząc w ziemię. Również wbiłam wzrok w ziemię, a w końcu podniosłam go na psa i powiedziałam wesoło:
- Chodź na spacer.
- Czy tobie nigdy nie kończy się energia? - spytał cicho pies, nawet na mnie nie patrząc.
Ogon mi opadł, a z pyska uśmiech zmył się jak po odpływie. Oczy mi posmutniały, zaczęłam zawracać. Raz jeszcze obejrzałam się na psa, ale ze zwieszonym ogonem i łbem ruszyłam dalej. Gdy zeszłam z piachu, ruszyłam biegiem przed siebie. Poszłam nad Jezioro. Idąc przez pomost, słyszałam jak moje pazurki stukają o deski. Usiadłam na końcu pomostu i spojrzałam w taflę wody. Nagle przypomniała mi się scena, i obok mnie powstał lekko przeźroczysty obraz: ja siedzę na pomoście obok Toma, i z złośliwym uśmieszkiem popycham go do wody. Potem jak ja też wskakuję do wody i jak ja też wskakuję na bombę do wody... tak... Jednak to minęło, teraz siedziałam samotnie, gapiąc się głupio w taflę wody. Przeniosłam wzrok na horyzont. Słońce było jeszcze wysoko nad ziemią, chyba nie zamierzało dzisiaj zajść. Wyszłam na brzeg i powoli weszłam do wody. Popływałam sobie, aż nagle z pomostu doszedł mnie czyjś głos:
- Czemu jesteś sama?
Poznałam rozmówcę, mimo iż byłam do niego odwrócona plecami. Tom.
- Bo nie chciałeś ze mną iść - odparłam nie patrząc na Alfę, tylko kierując się do brzegu. Wyszłam z wody i otrzepałam się.
- Wiedziałem że cię tu znajdę - powiedział pies, stając obok mnie. Otrzepałam się, więc pies musiał się odsunąć. Gdy sierść mi się już ułożyła, odparłam tylko:
- Doprawdy? Skąd?
- Bo lubisz pływać, a tu jest zawsze ciepło i jest fajna woda - wzruszył ramionami - przeczucie.
- Jasne - prychnęłam trochę niegrzecznie. Nie chciałam taka być, ale cóż... to on nie chciał iść. - Po co mnie szukałeś? - dodałam, spoglądając wreszcie na Toma.
- Nie wiem, w sumie - powiedział - tak jakoś pomyślałem, żeby cię poszukać.
- A więc wybacz - odrzekłam wymijając go - skoro nie masz nic konkretnego, to pozwól że pójdę.
Zaczęłam kierować się w stronę lasu. Wtem Tom zawołał do mnie;
- Co miały znaczyć te twoje inicjały!?
- To co powinny - odkrzyknęłam do niego - że chcę być sama.
Usłyszałam że pies podbiega do mnie, a ja z zamkniętymi oczami czekałam aż się odezwie. W końcu padło to proste zdanie:
- Dlaczego chcesz być sama?
Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego błagalnie.
- Ponieważ, dla takiego kundla jak ja, nie istnieje druga połówka - odparłam ze szklanymi oczami i ruszyłam przed siebie, pozostawiając na plaży zdziwionego Toma. Nie szedł za mną. Tak jak myślałam. Nikt mnie tu nie lubił...

<Tom?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz