- Dobra, dobra - powiedziałam - już się nie odzywam.
- Nie chodzi oto żebyś milczała, tylko mnie nie pytaj, bo nie wiem sam - odparł nieco milej.
- Wiem, żartuję tylko - popchnęłam go lekko i uśmiechnęłam się.
Pies nie odpowiedział, ale szedł dalej w milczeniu. Co jakiś czas, wymawiał tylko nazwy poszczególnych terenów. W Lesie, uparłam się na polowanie. Tom, miał wątpliwości czy "wyrobi się w czasie", ale w końcu przystanął na moją propozycję. Szliśmy w głuchej ciszy (aby nie spłoszyć zwierzyny), przez polanę. Nagle dostrzegliśmy grupkę jeleni. Dawaliśmy sobie znaki, uprzedzające co robić. Plan był nad wyraz prosty: jedno z nas (ja) mieliśmy oddzielić upatrzonego jelenia od reszty stada, a kilka metrów dalej ma czekać drugie z nas, aby zabić ofiarę. Tom, pobiegł na umówione miejsce i zaczęliśmy wcielać plan w życie. Podeszłam ostrożnie do jeleni i nieoczekiwanie wybiegając na środek polany, pogoniłam je w cztery strony świata. Nasz upatrzony jeleń, oszczędził mi roboty obierając odpowiedni kierunek i biegnąc wprost do Toma. Poganiałam go lekko, kłapiąc mu od czasu do czasu szczękami przy tylnych nogach. W końcu wybiegliśmy na otwarty teren i słońce oświetliło mi sierść. Byk, biegnący przede mną, nic sobie z tego nie zrobił i biegł dalej. W końcu spośród kamieni wybiegł nagle Tom i zaatakował jelenia. Przecinając mu tętnicę, zabił go. Jeleń padł martwy, a trawa dookoła niego, zabarwiła się na czerwono od jego krwi. Zatopiliśmy kły w mięsie i w milczeniu zjedliśmy. Odrywając kawałki mięsa, szybko skonsumowaliśmy ofiarę. Po posiłku, oblizałam pysk i powiedziałam:
- Nie ma nic lepszego od trudzenia się, a potem dostania nagrody za swoje wysiłki.
Pies spojrzał na mnie dziwnie i nic nie powiedział. Ruszyliśmy w kierunku jakiegoś migoczącego, w oddali jeziora. Gdy doszliśmy, napiliśmy się wody i usiedliśmy na końcu pomostu. Wpatrywaliśmy się daleko w horyzont. Słońce było jeszcze wysoko na niebie. Spojrzałam chytrze kątem oka na siedzącego obok z zamkniętymi oczami Toma. Zamachnęłam się i... wepchnęłam go do wody. Gdy z zaskoczoną miną się wynurzył, wybuchnęłam śmiechem. Bardzo śmiesznie wyglądała jego oklapnięta sierść! W końcu opanowałam śmiech i wskoczyłam na bombę do wody. Wylądowałam tuż obok Toma. Zanurzyłam się i otworzyłam oczy pod wodą. Pies też zanurkował i płynęliśmy w stronę rafy. Jednak po chwili zabrakło mi powietrza i wynurzyłam się. Tom, obok mnie też się wynurzył. Nagle spojrzałam w taflę wody i dostrzegłam na dnie coś świecącego.
- Tom, tam na dole coś jest - powiedziałam mrużąc oczy.
<Tom? Mam wenę, nie zepsuj tego! xd>
- Nie chodzi oto żebyś milczała, tylko mnie nie pytaj, bo nie wiem sam - odparł nieco milej.
- Wiem, żartuję tylko - popchnęłam go lekko i uśmiechnęłam się.
Pies nie odpowiedział, ale szedł dalej w milczeniu. Co jakiś czas, wymawiał tylko nazwy poszczególnych terenów. W Lesie, uparłam się na polowanie. Tom, miał wątpliwości czy "wyrobi się w czasie", ale w końcu przystanął na moją propozycję. Szliśmy w głuchej ciszy (aby nie spłoszyć zwierzyny), przez polanę. Nagle dostrzegliśmy grupkę jeleni. Dawaliśmy sobie znaki, uprzedzające co robić. Plan był nad wyraz prosty: jedno z nas (ja) mieliśmy oddzielić upatrzonego jelenia od reszty stada, a kilka metrów dalej ma czekać drugie z nas, aby zabić ofiarę. Tom, pobiegł na umówione miejsce i zaczęliśmy wcielać plan w życie. Podeszłam ostrożnie do jeleni i nieoczekiwanie wybiegając na środek polany, pogoniłam je w cztery strony świata. Nasz upatrzony jeleń, oszczędził mi roboty obierając odpowiedni kierunek i biegnąc wprost do Toma. Poganiałam go lekko, kłapiąc mu od czasu do czasu szczękami przy tylnych nogach. W końcu wybiegliśmy na otwarty teren i słońce oświetliło mi sierść. Byk, biegnący przede mną, nic sobie z tego nie zrobił i biegł dalej. W końcu spośród kamieni wybiegł nagle Tom i zaatakował jelenia. Przecinając mu tętnicę, zabił go. Jeleń padł martwy, a trawa dookoła niego, zabarwiła się na czerwono od jego krwi. Zatopiliśmy kły w mięsie i w milczeniu zjedliśmy. Odrywając kawałki mięsa, szybko skonsumowaliśmy ofiarę. Po posiłku, oblizałam pysk i powiedziałam:
- Nie ma nic lepszego od trudzenia się, a potem dostania nagrody za swoje wysiłki.
Pies spojrzał na mnie dziwnie i nic nie powiedział. Ruszyliśmy w kierunku jakiegoś migoczącego, w oddali jeziora. Gdy doszliśmy, napiliśmy się wody i usiedliśmy na końcu pomostu. Wpatrywaliśmy się daleko w horyzont. Słońce było jeszcze wysoko na niebie. Spojrzałam chytrze kątem oka na siedzącego obok z zamkniętymi oczami Toma. Zamachnęłam się i... wepchnęłam go do wody. Gdy z zaskoczoną miną się wynurzył, wybuchnęłam śmiechem. Bardzo śmiesznie wyglądała jego oklapnięta sierść! W końcu opanowałam śmiech i wskoczyłam na bombę do wody. Wylądowałam tuż obok Toma. Zanurzyłam się i otworzyłam oczy pod wodą. Pies też zanurkował i płynęliśmy w stronę rafy. Jednak po chwili zabrakło mi powietrza i wynurzyłam się. Tom, obok mnie też się wynurzył. Nagle spojrzałam w taflę wody i dostrzegłam na dnie coś świecącego.
- Tom, tam na dole coś jest - powiedziałam mrużąc oczy.
<Tom? Mam wenę, nie zepsuj tego! xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz